Mój brat jest kosem (z żółtym nosem)

Znaleźliśmy go w lesie u Matki Boskiej Brzemiennej (czyli u Matki Boskiej, która dopiero będzie mamą, bo jeszcze nosi Jezuska w brzuchu). Matka Boska Brzemienna to stara drewniana figura, która upamiętnia pewne cudowne zdarzenie. Parę kroków za tą figurą jest zielony trawnik, po którym chadzają czarne jak węgielki, żółtodziobe kosy. A dalej las.

W tym lesie szliśmy niespiesznie ścieżką a on nawoływał nas ptakami i szelestem liści. Późnowiosenny i w pełni życia.

To dobrze, że jestem jeszcze mały, inaczej pewnie bym kosa nie spostrzegł, tak jak nie widzieli go ani mama ani tata. Tymczasem jako jedyny dostrzegłem nerwowe poruszenie liści pod starym bukiem.

Mamusiu patrz! - krzyknąłem i zaraz mama pochylała się nad ptaszkiem, oceniając, jak się ma.

Miał się rozpaczliwie. Łysy, z wielkim, ciężkim dziobem, nie umiejący się utrzymać na długich nogach. Machał głową ozdobioną dmuchawcami z puchu i sunął brzuchem po ziemi nawołując mamę.

Moja mama tymczasem, oceniwszy, ze ptaszek jest w dobrym zdrowiu, wzięła go w dłoń (mieścił się w garści) i stwierdziła, że trzeba go uratować, bo jest za mały, żeby sam szedł w świat.

W zoo powiedzieli nam czym go karmić a babcia znalazła dla niego kartonik. W tym kartoniku, wyłożonym miękkimi papierowymi ręcznikami, zamieszkał w naszej kuchni.

nastepna strona
poprzednia strona