Lubienia się nie wyrzuca

Mała mydelniczka w kształcie niedźwiadka stała w łazience od bardzo dawna. Nawet dziadek i babcia nie pamiętali, kiedy po raz pierwszy zjawiła się na umywalce. Po prostu była i już. Leżała i łapkami obejmowała mydła. Mydła były kolorowe i śliskie, więc mydelniczka ściskała je łapkami z wszystkich sił. Na każdego wchodzącego do łazienki mrugała jednym okiem. Zupełnie jakby zachęcała „Umyj ręce, umyj ręce! Zobacz, tu masz pachnące mydło!”. Drugie oko niedźwiadka wytarło się ze starości, ale jakoś nikomu to nie przeszkadzało. Ani Ignasiowi, ani rodzicom Ignasia, ani nawet rodzicom rodziców Ignasia, czyli Ignasiowym dziadkom.

Nie dało się również określić koloru mydelniczki. I tu już pojawiały się spory. Babcia przekonywała, że przed laty ten kolor na pewno był zielony.



nastepna strona
poprzednia strona