Majówka i rower

Kuba wystawił nos zza kołdry i otworzył jedno oko.

- Mamo! - wrzasnął, ile miał siły w płucach - Kiedy ruszamy na majówkę?

- Natychmiast - odparła mama - Będziemy jedynymi osobami, które udają się na wycieczkę w piżamach, kapciach i szlafrokach.

- No, dobra... Zaraz się ubiorę - burknął Kubuś. - A co jest na śniadanie?

- Chruppanki i chruppanie - zażartowała mama i dodała - Umyj się i zjedz kanapki. A potem biegnij do taty. Jest w garażu i przygotowuje rowery. - Mama chciała jeszcze poprosić Kubę, żeby zaniósł tacie koszyk z prowiantem na piknik, ale nie zdążyła.

- Jedziemy do lasu na rowerach? - przestraszył się chłopiec - To za daleko!

- Chyba z tysiąc kilometrów - dodał po chwili zastanowienia, przeciągając głoski w słowie tysiąc.

- Najwyżej dziesięć - ucięła zimno mama. - Trochę ruchu dobrze ci zrobi. Całą zimę łyżwy obrastały na strychu kurzem, a ty opychałeś się słodyczami, siedząc przed telewizorem. Ciocia Adela mówiła przy okazji cotygodniowej wizyty, że przykleiłeś się do fotela i za kilka lat będzie cię trzeba z niego wyjąć specjalną wyciągarką - Kuba wyczuł w głosie mamy wyraźne niezadowolenie. Nie miał pojęcia, co ją tak zdenerwowało.

- Poza tym na piknik wybieramy się samochodem. Dopiero, gdy dojedziemy do lasu, przesiądziemy się na rowery.

Kuby jakoś to nie przekonało. Nadal nie był zachwycony pomysłem. Uważał, że sport jest niezdrowy, męczący i w ogóle niepotrzebny. Oczywiście bardzo lubił dalekie wyprawy. Na przykład do cukierni, albo do McDonalds'a. I do babci, która robiła najlepsze na świecie pączki z budyniem. Poza tym smażyła je w dużych ilościach, a to w pączkach Kubuś lubił najbardziej.

nastepna strona
poprzednia strona