O tym jak Kwietniowy Wiatr latał to tu to tam i co zobaczył

Kwietniowy wiatr miał w sobotni poranek wyjątkowo dużo energii. Nie mógł usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż kilka sekund. Słońce łaskotało go we wścibski nos ciepłymi wiosennymi promieniami i zachęcało do radosnych harców. Białe obłoczki jak cukrowe baranki namawiały do gonitwy po niebie. Powietrzny hulaka już już miał się porządnie rozpędzić i z całych sił dmuchnąć w niespodziewające się niczego rozleniwione chmurki, ale Pani Wiosna, która akurat przechodziła obok, zauważyła co się święci i z uśmiechem pogroziła niesfornemu Zefirowi palcem:

- Ależ mój drogi, chyba nie chcesz zmienić się w wichurę, która połamie gałęzie i wystraszy zwierzęta?
- Nudzę się - odparł trochę zawstydzony wietrzyk - Nie wiem, co mógłbym robić innego niż zwykłe dmuchanie.
- Och, jest wiele pożytecznych i ciekawych rzeczy. Może chciałbyś przefrunąć przez okolicę i sprawdzić, jakie rośliny wypuściły już pąki i które ze zwierząt przyszły na kwietniowy świat?

Pędziwiatr pomyślał, że to całkiem niezły pomysł, przynajmniej nie będzie musiał siedzieć zamknięty w domu. Tam bardzo mu się nudziło. Mógł co prawda włączyć telewizję, na przykład kwietniowe wiadomości emitowane na jednym z wiodących przyrodniczych kanałów. Nie miał na to jednak najmniejszej ochoty. Szczególnie nużył go program TVP24 czyli Tele Wieści Przyrodnicze nadawane przez przez całą dobę, na okrągło oglądane przez jego rodziców.

Nasz bohater uważał, że to strasznie nudne słuchać, jakie ptaki i na jakich trasach przelotów mogą spodziewać się korków w godzinach szczytu, kto nierozważnie zapomniał schować cenne przedmioty ukradzione później przez sroki, lub też kogo ostatnio sprał szop pracz, niebezpieczny zbieg poszukiwany przez strażników z pobliskiego ogrodu zoologicznego. Czasem można było w programie "Miauknięcie po hauknięciu" posłuchać narzekania miejskich burków oraz burasków. Pierwsze protestowały przeciwko nagminnemu dodawaniu ryb do psiej karmy przez kocich producentów, drugie z kolei sarkały na psią pogodę.

Prawdę mówiąc dość miał również programów na żywo pod tytułem "Rykowiska z Grzęzawiska", w którym jelenie ścierały z łosiami. Jelenie bodły rogami na oślep, a łosie podstępnie wciągały przeciwnika w bagno, same nie brudząc przy tym wyspecjalizowanych kopyt. Wiatr niewiele z tych dziwnych przepychanek rozumiał, nawet jeśli prowadzący udzielali łopatologicznych wyjaśnień, dlatego na wszelki wypadek uprzedził się do telewizji w jakimkolwiek wydaniu.

nastepna strona
poprzednia strona